całym kraju zostało ich już pewnie tyle, co kot napłakał, a do ciebie ktoś dzwoni z jednej z

Michaił deptał jej po piętach, krzycząc wściekle:
Za kilka dni Edward będzie bezpieczny. Jego rodzina również. A ona pójdzie w swoją stronę. Znalazł ją w odległym zakątku ogrodu. Siedziała na ławce. Ręce swoim zwyczajem skrzyżowała na kolanach, oczy miała zamknięte, a twarz mokrą od łez. Na jej widok doznał całej gamy uczuć. Zmieszały się w nim żal, zagubienie, miłość, poczucie, winy, gniew. Wiedział, że Bella chce być sama. Rozumiał to i chciał jej pragnienie uszanować. Zraniona miłość własna podpowiadała mu, że powinien ją tak zostawić. Nie mógł jednak tego zrobić, podobnie jak nie byłby w stanie zostawić na poboczu rannego psa.
gdy widziała Krystiana.
- Och, Alec! - Becky wzdrygnęła się na myśl o zrujnowanych graczach, o których
- Wciąż go nosisz? - Pot spływał mu po twarzy.
potakując.
obserwował, jak Rosjanin paraduje po Londynie z orszakiem Kozaków, niby car we własnej
- Nie ‘przeleciał’, a kochał się ze mną! – prychnął. – I było cudownie – dodał zaraz
wpływowych braci w obu obozach - Robert przystąpił do wigów kilka lat temu, bliźniacy
kiedykolwiek miał się ustatkować, stracił ochotę na miłosne podboje. Aż do dzisiejszej nocy.
- Ani on przeciwko komuś takiemu jak ja. - Wyjrzała na korytarz, a potem podeszła blisko i dodała, zniżając głos: - Jego ludzie traktują mnie jak pełnoprawnego członka organizacji. Dwa lata tyrałam, żeby się do mego zbliżyć. Dzięki mnie zaoszczędził dwa i pół miliona dolarów, bo postarałam się, żeby nie został nakryty podczas grubego interesu z bronią. Przez ostatnie miesiące pracowałam nad tym, żeby wyeliminować jego najbliższego współpracownika. Mam nadzieję, że niebawem zajmę miejsce tego człowieka.
Zacisnęła powieki i wsparła czoło o słupek, do którego ją przywiązano, drżąc na
haniebnie się z tobą obszedł. Rodzice wygnali cię z domu. Znalazłaś się sama. Nie masz
- Czy wszyscy pracownicy pana Blaque'a są poddawani tak szczegółowej kontroli?


Rozdział 39

Wytarł broń o połę płaszcza jednego z zabitych, zabrał mu pistolet i wyskoczył przez
dowiedzieli, że spałem z nią, nim się zaręczyliśmy. Byłoby mi nie na rękę, gdybym musiał
- Niech tak będzie, ojcze. Słucham - zgodził się i szybko nalał sobie mocnej kawy.

rozumiała. Domyśliła się, że nakazuje jej ciszę. Usłyszała w oddali męskie głosy. Kozacy!

- Josh? Serce mu zabiło, ale ciało nawet nie drgnęło. Głos był stłumiony. Specjalnie? A może to tylko wyobraźnia podpowiada mu najgorsze? Znów spróbował przekręcić głowę. I znów się nie udało. - Josh? Słyszysz mnie? - Ktoś go wołał. Miękko. Kusząco. I złowieszczo. Może ktoś przyszedł mu na ratunek? Nie, nie ma się co łudzić. Gdyby ktoś chciał mu pomóc, działałby dużo energiczniej. Więc jeśli naprawdę ktoś tu jest - i nie jest to wytwór jego wyobraźni - to z pewnością ma złe zamiary. Boże, pomocy! Na nadgarstku poczuł chłodne palce. Wstrząsnął nim dreszcz. Ktoś masował mu przedramię. Sprawdzał puls? Kto to jest u licha? Czy ja wyglądam na trupa? Nie mógł ruszyć głową. Gdyby chociaż kątem oka zdołał zobaczyć, kto przy nim stoi. Lekarz? O, tak, Boże. Nagle poraził go mocny strumień światła skierowany prosto w oczy, jakby ktoś chciał sprawdzić reakcję źrenic. Rozpaczliwie próbował coś zobaczyć, mimo rażącego światła wwiercającego się w mózg. Miał nadzieję, że uda mu się cokolwiek dostrzec. Niestety, nic z tego. Zobaczył jedynie rozmazany zarys palców w gumowych lekarskich rękawiczkach i smugę dymu z papierosa. Na miłość boską, przestań mnie straszyć i zabierz do szpitala! Latarka zgasła i zapanowała ciemność. Przed oczami zostały mu świetlne kręgi. Pusta szklanka potoczyła się po biurku i spadła miękko na dywan. Widocznie ją potrącił bezwładną ręką. Czyjeś chłodne palce wciąż masowały mu nadgarstek, ale ledwie czuł ich dotyk, z trudem usiłując zachować przytomność. Żyję, idiotko, nie widzisz? Zabierz mnie do szpitala. Chciał krzyknąć, ale słowa uwięzły mu w krtani. Słyszał tykanie zegara w holu, szept wiatru dochodzący zza oszklonych drzwi - pamiętał, że zostawił otwarte - i bicie własnego serca. O dziwo, nie łomotało ze strachu jak oszalałe. Biło ciężko, leniwie. Może to jednak sen? Cała ta sytuacja wydawała się surrealistyczna. Trochę jak film puszczany w zwolnionym tempie. Teraz palce w rękawiczkach podciągały rękaw jego koszuli. Materiał przesuwał się powoli, odsłaniając przedramię. Co u diabła? Spojrzał w bok, ale dostrzegł tylko ruszające się cienie, ciemną postać i błysk... metalu? O Boże! Ostrza cienkie jak żyletki. Dwa ostrza. Nożyczki. Chirurgiczne? Ale... Strach wzburzył mu krew. Z całych sił spróbował poruszyć ręką. Stopami. Jakąkolwiek cholerną częścią ciała. Ale nie mógł. Mógł tylko leżeć tak z głową na biurku, czekając, co przyniesie mu los. Los zjawił się pod postacią cienia z nożyczkami. To jakieś szaleństwo. Po co te nożyczki? Na pewno nie wróżą nic dobrego. Usłyszał metaliczne szczęknięcie i zobaczył guzik odpadający od mankietu. Ze strachu omal nie zabrudził spodni. Rękaw podciągnięto jeszcze wyżej, odsłaniając całe ramię. Błysk ostrza i... Ciach!
potraktują cię lepiej, jeśli powiesz, gdzie jest moja żona. I to natychmiast.
przerażonej kobiety za kratą.

posłusznie schowa się gdzieś. Do diabła! Powinien jej był o wszystkim powiedzieć wcześniej.

Zginęły. Zostały zamordowane. I taki sam los spotka ciebie, jeśli zaraz czegoś nie
stoliku znalazły się w niebezpieczeństwie..
Kim jest? Dlaczego do niego dzwoniła? Po co? Chciała, żeby ją tu odnalazł? Z